skip to content
Dawid Rycerz

Ostatnie tygodnie spędzaliśmy na Dolnym Śląsku i Saksonii...

Ostatnie tygodnie spędzaliśmy na Dolnym Śląsku i Saksonii, ale pogoda i dzisiejsze alerty powodziowe dopchnęły nas dalej na Zachód. Szczególnie zainteresowały nas trzy miejsca — Bielany Wrocławskie, Bolesławiec i (już po stronie naszych zachodnich sąsiadów) Budziszyn.

Bielany przepełnione są koreańskimi interesami — kawiarniami, piekarniami czy sklepami z asortymentem z dalekiego wschodu. Można przenieść się do innego świata i posmakować (podobno, bo osobiście nie bylem) autentycznych koreańskich smaków. Nieopodal są zakłady LG i wiele rodzin pracowników z Korei pozakładało tam biznesy i sprowadzają produkty z rodzinnych stron.

Bolesławiec słynie z ceramiki i jest znany na całym świecie. Wystarczy wpisać hasło "polish pottery" w wyszukiwarkę, aby wyniki wskazały właśnie na to miasto. Jak ktoś jest fanem zbierania kubeczków i naczyń to polecam bardzo. Można wziąć udział w warsztatach, nauczyć się malować stemplami, gdzieniegdzie i zrobić kilka naczyń oraz przejść przez cały proces w fabryce wytwarzania ceramiki.

Ostatni na liście jest Budziszyn, który nas zaskoczył swoja historia. Zdziwiło nas to, że wszystkie napisy w mieście były w dwóch językach — niemieckim i drugim podobnym do czeskiego i polskiego. Okazało się, że od tysiąca lat zamieszkują tam Łużyczanie (Serbowie) i ciągle zachowali swoją kulturę i język. W kawiarni dało się słyszeć, jak pracownicy miedzy sobą rozmawiali w tym słowiańskim języku.

Minęliśmy już Drezno i jedziemy w stronę Norymbergi. Na najbliższe tygodnie zaplanowaliśmy sobie jeżdżenie po Bawarii i porównanie jej kuchni z kuchnią, którą znamy od naszych babć i dziadków — Kaszub i Górnego Śląska. Smaki wydają się bardzo podobne — ciekawe na ile sprawdzi się to w praktyce.

#vanlife

Zobacz oryginalny wpis na Pleroma →