Stoimy sobie na takim parkingu na tyłach hali sportowej
Stoimy sobie na takim parkingu na tyłach hali sportowej. Parking jest bardzo duży i wyjątkowo (jak na takie miejsca) zapełniony tylko do połowy. W całej Hiszpanii są takich miejsc setki z tysiącami (może dziesiątkami tysięcy) kamperów.
Mamy 100m do stacji metra (tak — w Maladze jest metro, dwie linie), blisko centrum handlowe i wybieg dla psów. Parking jest zaraz przy autostradzie, ale i tak nie ma co narzekać na hałas dzięki linii drzew.
Na takich opuszczonych i zapomnianych parkingach wiele się dzieje. Zatrzymują się tu turyści, którzy tylko przejeżdżają i potrzebują spokojnego miejsca na nocleg, milionerzy w swoich Morello Palace bawiący się w "hipisów", emeryci i nomadzi czekający aż wróci wiosna w reszcie europy, oraz ludzie, którzy nie wybrali sobie życia vanlifera, a zostali do tego zmuszeni i już zamieszkali na dobre w tym miejscu.
Działa na tym parkingu tapicernia (przenośna — w kamperze oczywiście) oraz warsztat samochodowy — buduje się nawet jeden kamper. Starzy Niemcy i Holendrzy wygrzewają się w południowym słońcu na leżakach.
Wszystko tonie w śmieciach, jak to w Hiszpanii, a po weekendowym maratonie jest jeszcze gorzej.
I tak tu się żyje...