Natrafilismy dziś na słowiański sklep (miał produkty z Po...
Natrafilismy dziś na słowiański sklep (miał produkty z Polski, Ukrainy, Bułgarii), gdzie ja zaraz złapałem za lutenicę (taka bułgarska wersja ajwaru bez bakłażanu), a żona za barszcz :)
Miło było też zobaczyć na półkach majonez Kielecki, a nie jakiś innej firmy.
Jakoś wcześniej nie pomyśleliśmy, żeby poszukać takiego miejsca, a w sumie dwa lata temu specjalnie pojechaliśmy w Atenach do polskiej dzielnicy kupić zakwas na barszcz i uszka.