Granicę Gibraltaru przekroczyliśmy szybko - pytali się cz...
Granicę Gibraltaru przekroczyliśmy szybko - pytali się czy jesteśmy z Polski i puścili bokiem po podniesieniu dowodu, ani go nie czytali, ani nie chcieli paszportu Freji (i dobrze, bo zapomnieliśmy zabrać z kampera).
Na granicy jest lotnisko i przechodzi się przez pas startowy jak przez przejazd kolejowy - jak nie startują czy lądują to otwierają si bramki i można przejść/przejechać rowerem/hulajnogą. Dla pojazdów jest tunel.
Następnie przenosimy się do Wielkiej Brytanii - napisy są tylko po angielsku, są brytyjskie kosze na śmieci, budki telefoniczne i pocztowe, 95% ludzi mówi po angielsku.
Są brytyjskie sklepy - np. nie omieszkaliśmy odwiedzić Morrisons - ponieważ gibraltar większość sprowadza z UK, Włoch, Maroka itp.
Mają na pieńku z Hiszpanią i nawet nie mają wspólnej sieci wodociągowej.
Główną atrakcją jest "rezerwat przyrody" i historyczne umocnienia na skale gibraltarskiej.
Wejście 25e od osoby na pieszo, za kolejkę na szczyt płaci się 49e (już biletem) - więc zwiedzeni ilością szlaków poszliśmy na pieszo (co potem się okaże błędem).
Makaki (małpy zamieszkujące górę od ponad 1000lat) ogólnie olewają ludzi - ignorują i raczej same nie wchodzą w interakcje, chyba że się je szczuje, albo daje jedzenie -.-
Jest kategoryczny zakaz dokarmiania, a turyści i tak rzucają jedzenie, potem są atakowani itp.
Dodatkowo szlaki piesze i rowerowe są udostępnione do jazdy taksówek i busów wycieczkowych - co przy braku limitach oznacza tyle, że zamiast spokojnego spaceru, co chwile trącają nas lusterkami, trąbią, hałasują, żeby leniwi ludzie mogli sobie jechać od atrakcji do atrakcji.
Głównymi atrakcjami były bunkry z 2 Wojny Światowej, liczne baterie dział od XVIII wieku w górę, naturalne jaskinie i oczywiście widoczki.
Co zauważyłem - są napisy tylko po angielsku - co można traktować jako kolejny przykład braku sympatii do Hiszpanii.
Powodów jest wiele, a w muzeach można było się dowiedzieć za co Gibraltarczycy tak nie lubią sąsiada. Ostatnie referendum o włączenie Gibraltaru pod jurysdykcję hiszpańską odbyło się w 2002r.
Sam Gibraltar poza rezerwatem ma więcej ładnych widoków - w tym wodospad który przypomina dolny "koniec" europy (musiałem, sorry).
Jak to w rajach podatkowych - bardzo tanie paliwo oraz centrum miasta pełne kasyn i sklepów z biżuterią, zegarkami, nożami, alkoholem i innym badziewiem, którego pochodzenia i prawdziwości nie sposób zweryfikować.
Zegarek mi podpowiada, że zrobiłem 28tys kroków i spaliłem 3tys kalorii - więc już czas spać 😁