skip to content
Dawid Rycerz

W tym wątku pozrzucam trochę informacji ze świątecznej trasy z Bretanii po koniec Normandii. Wykorzystaliśmy długi weekend świąteczny, żeby trochę nadrobić drogi w stronę Skandynawii, ale łącząc to z jakimś zwiedzaniem, żeby nie umrzeć za kółkiem.

W pierwszym dniu odwiedziliśmy Lokorn — słynne Bretońskie zabytkowe miasteczko. Za parking na cały dzień płaci się 5e (za rok 7e :D ), więc bardzo przyzwoicie jak na tak turystyczne miejsce.

Od kilku dni już byliśmy na kamperstopie w miejscowości oddalonej o kilka kilometrów, więc same Locronan nie zrobiło na nas aż takiego wrażenia. Zabytkowy mroczny kościół z czarnego kamienia porośnięty mchem i kamienne domy są typowe dla tego regionu. Lokorn za to wyróżniało się ilością sklepów z pamiątkami, kawiarniami i restauracjami — praktycznie tylko to się ostało. Zjedliśmy tam za to jedne z najlepszych lodów od Sycylii. Postawiłbym je na podium swojego subiektywnego rankingu lodziarni — idealnie śmietankowe z prawdziwą wanilią, świeży i chrupiący, ale nie rozpadający się wafelek — perfekcyjne. Jak się jest w okolicy, na pewno warto tam zajechać na kawę i coś zjeść, mimo tej turystycznej przaśności.

Z lasem Huelgoat nie mieliśmy tyle szczęścia — tak wypadło, że przyjechaliśmy tam już po zmroku, więc średni czas na spacery po lesie, a w dzień zaczęło tak lać, że nawet z parasolem i wszystkim przeciwdeszczowym nie szło chodzić przez błoto i wylane strumienie leśne. Pojechaliśmy dalej...

Zdjęcie katedry w Locronan
Zdjęcie katedry w Locronan
Główny plac w Locronan
Główny plac w Locronan
Produkty na obiad - masło, kiełbasa, grzyby, wino, makaron i śmietana kwaśna o konsystencji mascarpone
Produkty na obiad - masło, kiełbasa, grzyby, wino, makaron i śmietana kwaśna o konsystencji mascarpone

Kolejnym przystankiem było Mont Saint-Michel — normandzki zamek na wyspie odcinanej od lądu w trakcie przypływów. Mieliśmy tam sporo szczęścia, bo akurat było jedno z trzech miejsc wolnych dla kamperów na parkingu przy sklepie z lokalną kuchnią. Właścicielka udostępnia tam miejsca na noc w zamian za zakupy w sklepie — tak więc się obkupiliśmy w normandzkie cydry, kiełbasy i pasztety i poszliśmy zwiedzać — lepiej wydać 20+e na jedzenie z parkingiem niż sam parking. Bus na wyspę jest darmowy.

Z jednej strony twierdza robi wrażenie — wysokie mury wzbijające się ponad błotnisty płaski teren (byliśmy podczas odpływu), wszystko świetnie zachowane i odrestaurowane. Z drugiej przeciskamy się przez tłumy turystów (2gie po Paryżu najczęściej odwiedzane miejsce we Francji), więc następnym razem musimy tam zajść na noc. Sama grobla też już nie jest zalewana — na bazie starej zbudowano most ponad poziomem wody, niemniej jednak jest to unikalne miejsce. Umocnione miasta na wyspie za groblą jak bułgarski Nesebyr czy grecka Monemvasia to jednak nie to samo.

Widok na mont saint michel z kampera
Widok na mont saint michel z kampera
Brama mont saint michel
Brama mont saint michel
Widok z murów w stronę lądu przy odpływie
Widok z murów w stronę lądu przy odpływie
Widok z murów na nowy mostek na który dojeżdża autobus
Widok z murów na nowy mostek na który dojeżdża autobus

Następny dzień odbył się pod znakiem operacji Overlord. Zaczęliśmy od muzeum poświęconego pamięci spadochroniarzy amerykańskich z 82. i 101. Dywizji Powietrznodesantowych w Sainte-Mère-Église. W ostatnich dniach oglądaliśmy serial Kompania Braci, która właśnie opisuje losy Kompanii E, 506 pułku piechoty spadochronowej. Muzeum było bardzo nowoczesne, robiło ogromne wrażenie. Mieli tam oryginalne wyposażenie spadochroniarzy, cały samolot C-47, szybowiec desantowy, masę opisów i historii. Jedno z nowocześniejszych i ciekawszych muzeów od dłuższego czasu, w jakich byłem — spędziliśmy 4 godziny i itak miałem wrażenie, że ostatni budynek przelecieliśmy za szybko. Niedaleko w polu znajduje się też pomnik lądowania kompanii Easy (z kompanii braci).

Następnie przejechaliśmy na plażę Omaha przejść się linią plaży. Niestety cmentarz amerykański był już zamknięty po 19, ale jeszcze przez dwie godziny było jasno. W drodze na plażę na budynkach są porozwieszane plakaty ze zdjęciami z 1944 konkretnych miejsc. Na samej plaży za to już sprzedano ziemie i wokół niemieckich bunkrów pobudowane są już domki mieszkalne.

Cały ten dzień dawał odczucie wycieczki po muzeum w Auschwitz-Birkenau
- będąc tam odczuwa się realność i namacalność historii znanych z książek/dokumentów odnajdując miejsca opisywane 80 lat temu.

C-47 w airborn museum
C-47 w airborn museum
Szybowiec desantowy
Szybowiec desantowy
Kamień na plaży Omaha, będący polowym punktem opatrunkowym w pierwszej godzinie desantu
Kamień na plaży Omaha, będący polowym punktem opatrunkowym w pierwszej godzinie desantu
Widok na plażę Omaha z poziomu niemieckiego bunkra
Widok na plażę Omaha z poziomu niemieckiego bunkra

Ostatnim naszym przystankiem był Étretat — miasteczko, w którego okół znajdują się klify malowane przez najbardziej znanych malarzy i opisywane przez wielu poetów. Tutaj znowu trochę szczęścia mieliśmy, bo trafiliśmy na ostatnie 2 z kilkudziesięciu miejsc na kamperstopie w samym miasteczku. Kolejny był kilkanaście kilometrów dalej, co by nam pokrzyżowało plany. Klify były ogromne i wspaniałe, ale trzeba było odejść kilka ładnych kilometrów na zachód, żeby nie obijać się o ludzi i trochę moc się skupić na widokach.

Korzystając z turystyczności miejsca (ludzie to się wylewali z każdego miejsca) chcieliśmy pójść w końcu poznać normandzką kuchnię — ślimaki i małże w maśle i cemembertem oraz naleśniki z livarotem i kiełbasą andouillette i calvadosem.

Ślimaki super — porównałbym je do krewetek w smaku i konsystencji. Małże były znośne — smakowały tak jak pachnie ocean po odpływie, ale sos z niebieskiego sera pomagał, chociaż było dużo "roboty" z ich otwieraniem i dłubaniem.

Crepesy z livarotem i andouillette... Pachniały jak szafa na strychu mojej prababci w starej kamienicy, a smakowały jak zatęchłe skarpety... Lubię sery dojrzewające i dziwne smaki, to zjadłem, ale nie było to przyjemne doznanie.

Zachód słońca z słynnym widokiem znanym z obrazów Monet'a
Zachód słońca z słynnym widokiem znanym z obrazów Monet'a
Klify Etretat kilka kilometrów dalej na szlaku
Klify Etretat kilka kilometrów dalej na szlaku
ślimaki w maśle i z serem camembert
ślimaki w maśle i z serem camembert
Małże w sosie z niebieskiego sera
Małże w sosie z niebieskiego sera

#francja #bretania #normandia

Zobacz oryginalny wpis na Fediversum →