Słyszeliśmy, o ilości komarów w lasach na północy, ale ja...
Słyszeliśmy, o ilości komarów w lasach na północy, ale jakoś wyobrażaliśmy sobie, że jest to "do ogarnięcia". Mieliśmy przedsmak, stając przy rzece Alta, po czym kupiliśmy moskitiery zakładane na kapelusz.
Dziś w nocy stanęliśmy sobie nieopodal Karasjok, nad rzeką Fielbmá. Niedaleko jest kilka rozlewisk, jakieś zakola, trochę bardziej piaszczyste tereny i lasy mieszane.
Ilość komarów to jakiś poziom nie do ogarnięcia. Idąc w tej siatce, narasta poziom paniki, bo bzyczenie jest takie jakby wsadzić głowę do ula. Przy każdej próbie strzepania ich z kurki czy spodni, zostaje zmiażdżonych z 4-5. Siadają i zaczynają łazić, szukając słabych punktów w "zbroi" chroniącej przed ukąszeniami.
Musimy ogarnąć jak miejscowi sobie z tym radzą, bo przecież tu żyją od wieków i na pewno mają jakieś patenty...